Soczyste arbuzy w słonecznej Sardynii
Jeżeli ktokolwiek przebywając na Sardynii chciałby zaspokoić pragnienie zimnymi napojami kupowanymi w sklepach czy kawiarniach, szybko mógłby stracić fortunę. Przebywając w temperaturze do 40 stopni, a w słońcu w jeszcze wyższej, człowiekowi chce się pić właściwie przez cały czas. Moje wakacje na tej wspaniałej wyspie przypadły na sierpień, czyli na najgorętszy miesiąc wakacyjny. Szybko nauczyłam się od moich przyjaciół, którzy tam mieszkają na stałe, że najlepszym wakacyjnym napojem chłodzącym jest zimna herbata z dużą ilością soku z cytryny.
Butelka takiej herbaty prosto z lodówki jest nie do zastąpienia nawet przez wodę mineralną. Ponieważ jakoś trzeba było upalne dni przetrzymać – nie potrafiłam, tak jak lokalni mieszkańcy przespać najgorętszych godzin dnia – jeździliśmy nad pobliskie jezioro, nad brzegiem którego rosną z jednej strony ogromne dęby korkowe, a nad drugim brzegiem wznosi się wypalone słońcem wzgórze, porośnięte oliwkami.
- Lago del Coghinas jest sporym akwenem, położonym w środkowej, północnej części wyspy. Jego wielką zaletą jest to, że turystów można policzyć na palcach jednej ręki – nie ma tu praktycznie żadnej infrastruktury turystycznej, nie licząc małych rodzinnych pizzerii, do których zaglądają głównie okoliczni mieszkańcy.
- Butelka zimnej herbaty z lodówki, nawet po wstawieniu do wody robiła się dość ciepła, john deere części dlatego postanowiliśmy raczyć się soczystymi, dojrzałymi arbuzami z pobliskiej plantacji.
Ze względu na dużą zawartość soli i składników mineralnych, arbuz był głównym daniem obiadowym, przekąską, drugim śniadaniem i rewelacyjnie gasił pragnienie. Każdemu kto jedzie na Sardynię, gorąco polecam arbuzy, tak smaczne jak nigdzie indziej.
Irlandia – kraina św. Patryka
Od dawna planowałem odwiedzić moich znajomych, którzy 4 lata temu wyjechali do Irlandii i co roku zapraszali mnie, by odwiedzić ich, najlepiej w wakacje. Kasia i Tomek w końcu osiągnęli swój cel, bowiem dałem się namówić na odwiedziny i po długiej podróży autokarem znalazłem się w stolicy Irlandii – Dublinie, gdzie oni właśnie mieszkają i pracują.
Przez pierwsze 2 dni mojego pobytu w Irlandii Kasia i Tomek pokazywali mi najciekawsze miejsca w Dublinie biuro księgowe poznań, a jest to naprawdę jedno z najpiękniejszych i najbardziej interesujących miast w Europie. W mieście tym panuje niesamowita atmosfera, wyróżniająca je klimatem spośród innych miast, w tym irlandzkich – może to usposobienie samych Irlandczyków, których historia doświadczyło równie ciężko jak nasz kraj.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od zamku dublińskiego, który został wybudowany jeszcze za panowania na tym terenie Normanów w XIII wieku, a jak powiedziała mi Kasia – w tym miejscu dawniej była twierdza wybudowana jeszcze przez Wikingów. Zamek ma wspaniałe sale, przystosowane do zwiedzania, obok mieści się słynna katedra św. Patryka, patrona Irlandii – kościół ten wywiera niesamowite wrażenie, swoją stylistyką, strzelistymi kolumnami.
Następnie spacerowaliśmy wspólnie po uliczkach Dublina, które maja niesamowicie specyficzny charakter i typowo irlandzką atmosferę – biuro rachunkowe poznań oczywiście podczas zwiedzania starej części miasta odwiedzaliśmy puby, których jest w samym Dublinie, jak powiedział Tomek, kilkanaście tysięcy, a więc jest to największe nagromadzenie tego rodzaju lokali w stosunku do liczby mieszkańców w całej w Europie.
Kapryśna rzeka Mekong i jej dobrodziejstwa
Delta Mekongu była tym, czego oczekiwałam. Nie było tam luksusowych hoteli i pracowników pod krawatem, utożsamiających swoją osobą najwyższych standardów usług. Z racji naszego skromnego budżetu wybrałyśmy niewielki hotel, gdzie zatrzymywali się Europejczycy.
Przed mniejszymi przestrzegano nas już wcześniej. Karaluchy i skromne warunki są tu na porządku dziennym. Hotel wbrew obaw nie wzbudził naszych zastrzeżeń. Chodząc po mieście, można było przypuszczać, że każda wietnamska wioska jest tak zatłoczona, jak przeciętna europejska stolica.
Najbardziej interesował nas spływ sławną rzeką Mekong i tanie rollupy, z którą wiązało się wiele legend. Na tę atrakcję musiałyśmy jednak jeszcze poczekać. Wzięłyśmy taksówkę i zwiedziłyśmy miasto pełne niezrozumiałych dla nas krzykliwych sloganów.

Na targowiskach miejscowi sprzedawali egzotyczne owoce, z których znałam zaledwie kilka. Kierowca na szczęście mówił po angielsku i widząc, że jesteśmy tu po raz pierwszy wskazywał nam interesujące miejsca.
Mnie najbardziej zaciekawiły poletka ryżu rozciągające się za miastem. Pracowali tam ludzie w słomkowych kapeluszach cały czas brodząc w wodzie. Mimo to widząc nas przesyłali nam ciepłe uśmiechy. Jakby praca ta wcale nie była dla nich niekomfortowa czy męcząca.
Kolejnego dnia spadł rzęsisty deszcz. Mekong przypominał mi Nil, który w zależności od swego kaprysu, nawadnia poletka ryżu bądź też zalewa miasta. Trudno było mi się do tego przyzwyczaić. Na tubylcach jednak nie robiło to żadnego wrażenia, i jak co dzień podążali oni do pracy.